„Nie ma zmiłuj” – rozmowa z prezesem Radosławem Strzelczykiem (cz.2)

„Nie ma zmiłuj” – rozmowa z prezesem Radosławem Strzelczykiem (cz.2)

Z naszego klubu

Zapraszamy na drugą część wywiadu jakiego prezes TŻ Ostrovia udzielił portalowi Tuba Ostrowa:

Pierwszą część naszego wywiadu poświęciliśmy ocenie minionego sezonu, a zakończyliśmy pytaniem o oczekiwania względem wsparcia przez władze miasta działalności klubu. Jakie są to oczekiwania oraz jakie plany i wyzwania stoją przed klubem w kolejnym sezonie prezes TŻ Ostrovii mówi w drugiej części naszej rozmowy.

 

TO: Jakie są te oczekiwania jeśli chodzi o wsparcie finansowe miasta?

RS: Będziemy rozmawiali w tym roku z władzami miasta aby dotacja na szkolenie młodzieży była większa niż te 30 tys. zł., które otrzymaliśmy w tym roku. Dzisiaj wiemy już jakie są w tym obszarze potrzeby i liczymy, że miasto nam w tym pomoże. Jeśli chodzi o klub, to na przykładzie tegorocznego sezonu wiemy, że potrzeba nam 350 tys. zł. by dopiąć budżet. O takich kwotach rozmawiamy, bo wiemy już dokładnie ile co kosztuje. Mamy wysokie aspiracje sportowe, ale wsparcie finansowe jest niezbędne do tego, aby żużel w Ostrowie mógł funkcjonować na wysokim poziomie. Te pieniądze pozwolą nam się rozwijać i walczyć o najwyższe laury. My na pewno nie będziemy siedzieli z założonymi rękami i będziemy dalej pracować nad sponsorami, bo wsparcie miasta to tylko określony procent budżetu klubu.

TO: Umawialiśmy się, że nie będzie ani słowa o transferach. Pytany o to trener Staszewski mówił, że życzyłby klubowi dwa razy większego budżetu…

RS: Też bym sobie życzył (uśmiech). Trzeba jednak mieć świadomość, że budżet klubu buduje się cały rok. My mamy w miarę konkretne założenia co do wydatków. Planujemy, rozpisujemy ile cały rok może nas kosztować w tzw. „najgorszym wydaniu”, to znaczy gdybyśmy wygrywali wysoko wszystkie mecze.  Ale to nie jest tak, że znajdziemy sponsorów do listopada czy grudnia i wszyscy wpłacą nam pieniądze w odpowiedniej kwocie. Mamy określone deklaracje, cały czas trwają rozmowy z potencjalnymi sponsorami. Na tą chwilę jestem „po słowie” z dotychczasowymi sponsorami i wiem, że możemy liczyć przynajmniej na taki budżet jak w tym roku. Mamy deklaracje, że część sponsorów gotowa jest zwiększyć środki na kolejny sezon. To cieszy, bo to oznacza, że ich nie zawiedliśmy. Podpisując kontrakty nie wyjdziemy poza nasze ramy, które sobie założyliśmy. Nie jesteśmy marzycielami i twardo stąpamy po ziemi. Cały czas rozmawiamy i tu na miejscu i w Polsce. Chcemy pozyskać sponsora strategicznego. Na tą chwilę trudno jeszcze powiedzieć, że będzie on na pewno, ale jeśli podpiszemy umowy sponsorskie, to na pewno się tym pochwalimy. Nie mniej na tą chwilę musimy patrzeć realnie na budżet, aby mieć pewność, że sezon zamkniemy na zero. Jeśli w ciągu roku pozyskamy więcej pieniędzy, to będziemy mieć zaliczkę na kolejny rok (uśmiech). Nasi sponsorzy mogą być pewni, że w tym klubie żadna złotówka nie zginie.

TO: A jakie wyzwania będą priorytetem dla zarządu w najbliższym roku?

RS: Bardzo zależy nam rozwinięciu Klubu Biznesu, bo to postawiliśmy sobie jako cel numer jeden. Drugi obszar, jak już mówiłem, to pogłębienie interakcji z kibicami: ogłosiliśmy konkurs na hasło, które będzie nam towarzyszyć w przyszłym sezonie, cały czas zbieramy informacje jakie gadżety klubowe kibice widzieliby w naszej ofercie. Będziemy też bezpośrednio spotykać się z młodymi ludźmi w szkołach, w przedszkolach. Wierzę, że dzięki tym działaniom na meczu będzie nie 4, a 7 tysięcy widzów. Myślę, że ten rok będzie dla nas marketingowo jeszcze bardziej wymagający i myślę też, że efekt będzie jeszcze lepszy. Mamy wiele pomysłów, aczkolwiek chcemy na razie wprowadzić w życie 3-4 i zobaczymy co się sprawdzi, a później będzie można wprowadzać kolejne. Mam nadzieję, że osoby które są w klubie tym wyzwaniom podołają i wspólnie, razem do tego celu będziemy dążyć.

TO: To w takim razie proszę opowiedzieć o Klubie Biznesu. Skąd ten pomysł i czy wzorujecie się na czymś co już gdzieś jest sprawdzone i działa?

RS: Tak. Nie ukrywam, że dużo staramy się podpatrywać i kierować się sprawdzonymi wzorcami. Udało nam się porozumieć z Tomaszem Szulcem, który był prezesem koszykarek CCC Polkowice doprowadził je do mistrzostwa Polski. Wcześniej w CCC pracował z kolarzami. Współpracował z Dariuszem Miłkiem jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Te doświadczenia przyniósł tutaj do Ostrowa i będzie się zajmował u nas Klubem Biznesu. Ten Klub ma zrzeszać nie tylko wszystkich sponsorów, ale również wszystkie firmy zainteresowane żużlem, również te małe, żebyśmy się razem spotykali i rozmawiali o biznesie. Żeby wymieniać się doświadczeniami, podejmować współpracę. Myślę, że na tym zyska też ostrowski żużel. Jest to pomysł sprawdzony w innych miastach i wierzę, że również w Ostrowie nam się to uda. Już dzisiaj mamy duże zainteresowanie właścicieli firm, którzy chcieliby z takiej formy kontaktów biznesowych skorzystać. Jeśli zatem ktoś chciałby do tego grona dołączyć, to serdecznie zapraszam i proszę skontaktować się z klubem, czy bezpośrednio z panem Tomaszem Szulcem.

TO: Jeśli mówimy o sponsorach to najsilniejszymi filarami są tu niewątpliwie udziałowcy spółki. Czy w tym obszarze przed nowym sezonem zapowiadają się jakieś zmiany, czy też pozostanie wszystko tak jak w tym roku?

RS: Na tą chwilę nic mi nie wiadomo o zmianach. Bardzo byśmy chcieli dokooptować do tego grona kolejne firmy, bo im nas będzie więcej, tym będzie nam lżej. Każda firma, czy każda osoba, to również nowe pomysły, które można wdrożyć. Jesteśmy bardzo otwarci na to i zachęcamy do dołączenia, nie tylko do Klubu Biznesu, ale i do Spółki Akcyjnej, bo ostrowski żużel może tylko na tym zyskać.

TO: Podsumowując kwestie budżetowe, na dzień dzisiejszy możemy liczyć na skład nie gorszy niż w roku 2017?

RS: Nie powinien być gorszy. Mam nadzieję, że skład będzie na tyle dobry, że będziemy walczyć o najwyższe cele. Jeśli uda nam się porozumieć w listopadzie z zawodnikami, których widzielibyśmy w naszym klubie, to myślę że skład będzie ambitny i naprawdę mocny.

TO: Ambicje na przyszły rok są spore. Zawodnicy podkreślali, że w tym roku dobrze mi się jeździło bo nie było presji, a oni sami z siebie chcieliby wyszarpać jak najwięcej. Czy nie ma ryzyka na przyszły sezon, że w pewnym momencie w gronie zarządu „głowy się zagrzeją” i zawodnicy zaczną odczuwać presję?

RS: Nie. Absolutnie nie. Znamy się i raczej głowy nam się nie zagrzeją. W sporcie potrzeba troszkę psychologii. My mamy zawodników ambitnych i nie będzie tu takich, którzy będą odpuszczali. Im presja dodatkowa nie jest potrzebna, bo każdy z nich wie po co jedzie. Na torze zarabiają pieniądze i każdy punkt mniej to są dla nich konkretne złotówki mniej. Przede wszystkim jednak są to zawodnicy, którzy nie chcą jeździć w drugiej lidze. Nie mając zbyt dużo pieniędzy musimy z zawodnikami szczerze rozmawiać i to są długie rozmowy, czasami jak w gabinecie u psychologa (uśmiech). To czym zawodnika można przekonać, to fakt że płacimy na czas, a zawodnicy to cenią. Na przykład Sam Masters zachował się fair, zadzwonił, poinformował, że ma inne plany, ale równocześnie poleca nas innym zawodnikom. Zarząd klubu nie wtrąca się trenerowi, ale my przychodzimy na treningi, rozmawiamy z chłopakami, żartujemy, tu nie ma jakiejś bufonady ze naszej strony. Wszyscy w klubie chodzą uśmiechnięci i myślę, że taka atmosfera czasami dla nich jest cenniejsza niż te dwa złote więcej do kontraktu. Gdyby byłoby inaczej, to nie wiem czy Patryk Dolny, Brzózka, czy Zbyszek Suchecki deklarowaliby chęć pozostania na przyszły sezon. My chcemy z nimi pracować, oni chcą z nami pracować i to się ceni! Cele na przyszły sezon mamy owszem określone, chcemy walczyć o playoff-y. A co się wydarzy dalej to zobaczymy. Nikt z nas nie powie zawodnikom, że „jedziemy po awans i nic więcej nas nie interesuje”. Oni sami wiedzą i oni chcą o ten awans pojechać, a przy okazji po jak najlepsze dla siebie pieniądze. Chcą spełnić swoje ambicje, chcą awansować do pierwszej ligi i chcą z nami w tej pierwszej lidze jeździć.

TO: Zatem w porównaniu z rokiem ubiegłym priorytetem nadal będzie budowa dobrego wizerunku klubu i solidnych podstaw finansowych, a cele sportowe pozostaną rolą trenera i zawodników?

RS: Tak. Zgadza się. Ja nie zamierzam wsiadać na motocykl i jechać (śmiech). Chcę aby żużlowcy czuli się w tej drużynie komfortowo i chcę żebyśmy my skupili się na sprawach organizacyjnych i marketingowych, a to na pewno się przełoży na współpracę z chłopakami, dzięki czemu ich cele sportowe będą rosły i będą coraz ambitniejsze.

TO: W takim razie życzę tych 7 tysięcy kibiców na trybunach i prężnego Klubu Biznesu!

RS: Dziękuję, też sobie tego życzę i już dzisiaj zapraszam wszystkich kibiców na Stadion Miejski w Ostrowie. Pojedziemy dla was i będziemy walczyli na sto procent. To mogę zagwarantować!

Pierwszą część wywiadu przeczytać można TUTAJ

„Nie ma zmiłuj” – rozmowa z prezesem Radosławem Strzelczykiem (cz.1)

„Nie ma zmiłuj” – rozmowa z prezesem Radosławem Strzelczykiem (cz.1)

Z naszego klubu

Zapraszamy na pierwszą część wywiadu jakiego prezes TŻ Ostrovia udzielił portalowi Tuba Ostrowa:

Debiutancki sezon na torach II ligi TŻ Ostrovia zakończyła na 3 miejscu. Działacze klubu często jednak podkreślali, że wynik sportowy to tylko jeden z elementów budowania profesjonalnego klubu. Poprosiliśmy prezesa Radosława Strzelczyka o podsumowanie sezonu, pytając o kondycję finansową klubu, o to co się udało, a co zaskoczyło działaczy i o plany na przyszły sezon.

Tuba Ostrowa: Rok temu można było usłyszeć, że priorytetem zarządu będzie budowa dobrego wizerunku klubu, solidne fundamenty finansowe i transparentność w finansach. Na ile udało się to zrealizować?

Radosław Strzelczyk: Myślę, że finanse najlepiej weryfikuje funkcjonowanie klubu w formie spółki akcyjnej. W spółce „nie ma zmiłuj”, wszystko musi być czarno na białym i tak tutaj jest. Wydaliśmy w tym roku na ostrowski żużel 1.800 tys. złotych, łącznie z turniejami. Na ligę wraz ze szkółką około 1.300 – 1.400 tys. z czego 250 tys. na szkolenie młodzieży. Na tą chwilę, mamy już cały sezon rozliczony, zatem nie boimy się procesu licencyjnego. Przygotowujemy się do audytu wewnętrznego, by rozliczyć się przed naszymi sponsorami i do audytu dla PZMot.

TO: Zatem pogłoski o zadłużeniu klubu nie mają oparcia w faktach?

RS: Tak jak mówiłem. Jeżeli chodzi o zawodników, to ostatnia transza została rozliczona w ubiegłym tygodniu i dotyczyła ostatniego meczu, a opóźnienie wynikało z faktu, że chcieliśmy tą ostatnią transzą zamknąć cały sezon. Trzeba było to wszystko porozliczać, tak aby akcjonariusze wiedzieli co do złotówki o jaką kwotę musimy uzupełnić tegoroczny budżet. Ja wiem o krążących pogłoskach, ale może wzięły się stąd, że mocno rozmawiamy już z władzami miasta o przyszłym sezonie, złożyliśmy już pismo z wnioskiem o dotację, ale to dotyczy przyszłego roku i przyszłego budżetu.

TO: Od początku postanowiliście budować klub na trzech filarach: szkoleniu młodzieży, szeroko pojętym marketingu oraz występach w lidze. Większość klubów koncentruje się na tym ostatnim. Czy nie obawialiście się ryzyka, że zabraknie na to wszystko pieniędzy?

RS: Ryzyko jest zawsze, ale my każdą złotówkę przed wydaniem oglądamy dwa razy. Mamy świadomość, że wydajemy pieniądze naszych sponsorów i swoje własne i muszą być one wydane dobrze. Efekt takiego właśnie podejścia do budowania klubu jest dobry, choć zawsze mogłoby być lepiej. W tym roku wiemy gdzie popełniliśmy błędy. Dużo nas nauczył ten rok.

TO: Szkolenie młodzieży stało się „oczkiem w głowie” klubu.

RS: Zgadza się. Uważam, że kluby powinny szkolić młodzież, bo tylko dzięki temu będziemy mieć nowych żużlowców. A Ostrów tym bardziej powinien młodzież szkolić, bo niestety Tomek Jędrzejak zbliża się do końca kariery, podobnie jak bracia Szczepanikowie i za chwilę może na mapie żużlowej zabraknąć naszych wychowanków. Jest to zatem „dobro konieczne”, które musimy pielęgnować. Myślę że za jakieś 4-5 lat będziemy mieć solidnych wychowanków, z których będziemy dumni. Tym bardziej chciałbym zaapelować do władz miasta, aby spojrzały na nas przychylniejszym wzrokiem, bo robimy to nie tylko dla kibiców, ale dla całego miasta, aby te dzieciaki w przyszłości godnie reprezentowały Ostrów Wielkopolski.

TO: Wiem, że wydatki na szkółkę „nieco” przerosły wasze oczekiwania.

RS: Tak. Dużo pieniędzy poszło w tym roku na szkolenie młodzieży, dużo więcej niż zakładaliśmy. Na początku sezonu mówiłem, że nie będziemy szczędzić na to pieniędzy, ale startowaliśmy nie mając nic. Należało kupić kevlary, motocykle, części. Zakup na rynku wtórnym motocykla to wydatek około 10 tys. zł. Dzisiaj mamy 10 motocykli plus 4 mini-bik’i zakupione za pieniądze zebrane wśród kibiców, więc to zaplecze sprzętowe mamy już porządne. Jeżeli jednak mamy ambicje aby z tych chłopaków, którzy do nas przychodzą zrobić solidnych żużlowców, to musimy w to zainwestować. Przyjęliśmy założenie, że rodzice nie płacą u nas praktycznie za nic, jedynym kosztem są dla nich badania lekarskie, całą resztę adepci dostają z klubu. To są spore wydatki, ale gdy się podejdzie do parkingu i widzi się te dzieciaki które uczą się, chcą jeździć na żużlu, to serce mięknie i staje się jasne, że tych pieniędzy nie można szczędzić. To jest wielka radość patrzeć jak oni po lekcjach tutaj przychodzą, poświęcają swój czas i pracują przy sprzęcie, czy też ćwiczą pod okiem Mariusza Staszewskiego.

TO: Szkółka jest też chyba czynnikiem który wzmacnia wizerunek klubu, bo słychać w Polsce, że w Ostrowie nie szczędzi się na szkolenie młodzieży?

RS: Tak. Na spotkaniu w GKSŻ-cie usłyszeliśmy, że jako jedyny klub wyszkoliliśmy w tym roku odpowiednią ilość adeptów, więc to cieszy. Mamy bardzo dobrego trenera, który poza tym wszystkim co się dzieje na stadionie, jeszcze pilnuje chłopaków żeby się dobrze uczyli, chodzi do nich na wywiadówki. Więc tutaj nie ma „zmiłuj się”. To nie jest tak, że my chcemy zrobić z nich tylko dobrych żużlowców, ale oni mają też wyrosnąć na inteligentnych ludzi.

TO: Czy coś was od strony organizacyjnej zaskoczyło w tym debiutanckim sezonie?

RS: Wspomniane już wydatki na szkółkę. Ale poprawić tak naprawdę chcielibyśmy wszystko (śmiech). Od sprzedaży biletów, kolejek przed kasami, chcemy aby to wszystko wyglądało coraz bardziej profesjonalnie i żeby nasz kibic czuł się ceniony. Wiemy gdzie popełniliśmy błędy i będziemy w tym sezonie starali się te błędy naprawić. Mam nadzieję, że nam się to uda, bo materiału do przemyśleń mamy naprawdę sporo. Rozmawiamy z kibicami, jeżeli trzeba sypiemy głowy popiołem, również od nich dowiadujemy się gdzie popełniliśmy błędy. Jeśli chodzi o infrastrukturę na stadionie, to znacznym ułatwieniem byłyby bramki wejściowe, czy profesjonalne systemy czytnikowe, ale tego nie mamy i musimy sobie z tym radzić. Ulepszyliśmy sprzedaż biletów elektronicznych, myślę, że w przyszłym roku będzie to funkcjonować jeszcze sprawniej. Przygotowujemy kilka nowinek, mam nadzieję, że kibice będą mile zaskoczeni. Dążymy do tego aby w każdym obszarze iść do przodu, ale systemem „step-by-step”, kroczek po kroczku. Nie chcemy robić żadnych rewolucji na hurra, bo moglibyśmy całkowicie się w tym pogubić. Myślę, że w tej naszej drodze do zbudowania profesjonalnego klubu idziemy w dobrą stronę, ale klub jaki nam się marzy, to przedsięwzięcie ogromne.

TO: To w jakim miejscu jesteście obecnie?

RS: Oj, trudno mi mówić i to oceniać. Ja zawsze wolę zakładać mniej niż więcej. Może w 30%, może w 40%? Skupiamy się na tym co przed nami.

TO: Podejmujecie też sporo działań marketingowych.

RS: Robimy dużo żebyśmy byli widoczni. W poprzednim sezonie na żużel w Ostrowie przyszło 48.000 widzów. Mamy 13 milionów odsłon na naszej stronie internetowej, mamy kibiców  na całym świecie. Chyba tylko na Grenlandii nie mamy (śmiech). Takie zainteresowanie to efekt naszych dotychczasowych działań marketingowych, ale teraz chcemy to jeszcze wzmocnić. Weszliśmy w dużą interakcję z kibicami, którzy podpowiadają nam co oni by od nas chcieli. W tym roku chcemy iść bardziej za głosem kibiców, by wspólnie promować markę klubu. Uruchamiamy też Klub Biznesu, aby wspólnie z nowymi partnerami biznesowymi budować pozycję klubu. Liczymy też, że nasze działania zostaną zauważone przez władze miasta. Jeżeli żużel jest najpopularniejszym sportem w Ostrowie to powinno się bardziej przychylnym okiem spojrzeć na nasze działania, bo dobra marka klubu, to również dobra promocja miasta, dlatego też liczymy na większą pomoc z miasta przy budowaniu budżetu.

TO: A jakie konkretnie są te oczekiwania?

Odpowiedź na to pytanie oraz na pytania dotyczące kolejnego sezonu – już jutro 🙂

Powstaje „Klub Biznesu TŻ Ostrovia”

Powstaje „Klub Biznesu TŻ Ostrovia”

Bez kategorii Z naszego klubu

Działacze Towarzystwa Żużlowego Ostrovia nie ustają w wysiłkach by wokół klubu tworzyć pozytywną atmosferę, zarówno w sferze sportowej, kibicowskiej, ale i biznesowej.

Nowym projektem, z którym TŻ Ostrovia wychodzi do lokalnych (i nie tylko) przedsiębiorców jest „Klub Biznesu TŻ Ostrovia”. Ideą projektu jest stworzenie platformy wymiany doświadczeń dla ludzi biznesu, których pasją jest sport żużlowy. Trawestując tytuł znanej audycji sportowej „Przy muzyce, o sporcie” , w ostrowskim środowisku ma być „Przy żużlu, o biznesie”. Właśnie temu służyć mają m.in. „Śniadania Biznesowe” w czasie których ostrowscy przedsiębiorcy skupieni wokół żużla będą mieli okazję lepiej poznać siebie, swoje firmy, co docelowo przełożyć się ma na konkretne wspólne działania biznesowe. Dla członków Klubu Biznesu podczas zawodów żużlowych będzie również wydzielony specjalny sektor na Trybunie Głównej, gdzie będzie można wspólnie kibicować, ale i kontynuować rozmowy biznesowe. Planowana jest także wymiana doświadczeń i kontaktów z innymi Klubami Biznesu działającymi w Polsce.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że już po roku działalności „TŻ Ostrovia” stała się dobrą marką zarówno w społeczności lokalnej, wśród kibiców, jak i w skali kraju, chociażby poprzez organizację spektakularnych i widowiskowych turniejów żużlowych. W tych okolicznościach przynależność do Klubu Biznesu TŻ Ostrovia stanowić będzie silny punkt w budowaniu wizerunku każdej firmy.

W minionym sezonie ostrowski stadion odwiedziło w sumie 48  tysięcy widzów, co daję średnią ok. 4 tys. na każde zawody. Klubowy profil na Facebook’u ma blisko 7 tysięcy fanów, zaś liczba odsłon klubowej strony WWW w okresie styczeń – październik 2017 sięgnęła 13 milionów.

Choć Klub Biznesu TŻ Ostrovia adresowany jest do sponsorów klubu to jednak przedsiębiorcy, którzy chcieliby jednorazowo wziąć udział w Śniadaniu Biznesowym, będą mogli otrzymać bezpłatne zaproszenia. Pierwsze Śniadanie Biznesowe zaplanowano już na czwartek 16 listopada w pałacu „Jesionowy Dwór” w Gutowie. Zaproszenia można otrzymać kontaktując się z koordynatorem projektu p. Tomaszem Szulcem: tel. +48 799 065 361, mail: t.szulc@tzostrovia.pl

Spotkanie w Gutowie ma być okazją to przedstawienia szczegółów projektu, ale i wysłuchania propozycji „z sali”, a przede wszystkim ma posłużyć lepszemu poznaniu się ludzi i firm wspierających ostrowski żużel.

Wymyślamy hasło! Konkurs dla kibiców

Wymyślamy hasło! Konkurs dla kibiców

Bez kategorii Z naszego klubu

Zapraszamy do udziału w konkursie, w którym prosimy naszych kibiców o wymyślenie hasła, którym dopingować będziemy nasz team w sezonie 2018!

Propozycje można zgłaszać na naszym klubowym FB: https://www.facebook.com/tzostrovia

Każde hasło poprzedzamy #

Zwycięzca konkursu otrzyma karnet na nowy sezon! Zwycięskie hasło będzie również obecne w działaniach marketingowych i promocyjnych klubu w sezonie 2018!

Konkurs kończy się 31 października o godz. 21:00, zatem do dzieła!!!

Gala zakończenia sezonu 2017 /video/

Gala zakończenia sezonu 2017 /video/

Z naszego klubu

W pałacu w Gutowie odbyła się „Gala zakończenia sezonu 2017”, na której działacze TŻ Ostrovii podsumowali sezon oraz przekazali podziękowania osobom i instytucjom wspierającym klub w bieżącym sezonie.

Na Galę, zorganizowaną w piątek 20 października, przybyli działacze, żużlowcy, adepci ostrowskiej szkółki, a przede wszystkim przedstawiciele firm i instytucji, które pomagały organizacyjnie i finansowo naszemu klubowi w debiutanckim sezonie 2017.

Prezes klubu Radosław Strzelczyk witając wszystkich przybyłych gości podkreślił jak trudny, ale i udany był ten pierwszy sezon startów na drugoligowych torach. Pytany o plany na przyszły sezon, nie ukrywał że drużyna celować będzie w awans do I ligi, aczkolwiek w kwestiach personalnych prosił o cierpliwość, zdradzając tylko, że klub jest zadowolony z postawy obecnych zawodników i będzie z nimi rozmawiać o startach w kolejnym roku.

Obecna na spotkaniu prezydent Beata Klimek mówiła:

Pierwszym sukcesem, od którego wszystko się zaczęło było powołanie spółki akcyjnej i choć wymagało to dużo pracy to jednak się udało. Później przyszedł czas na budowanie zespołu i pozycji tego klubu. Myślę, że ta praca również przyniosła określone efekty. I za ten cały sezon pragnę wam dzisiaj podziękować. I może dobrze, że jest po tym sezonie niedosyt, bo ten niedosyt zawsze musi być. Dzięki temu sięgamy po więcej i mam nadzieję, że to „więcej” będzie.

Swoje wystąpienia mieli również trener i zawodnicy. Dziękując sponsorom, podkreślali oni dobry klimat panujący w klubie, co najkrócej podsumował Kamil Brzozowski mówiąc, że „chyba się przeprowadzi do Ostrowa”.

Zawodnicy, sponsorzy, działacze i przedstawiciele mediów współpracujących z klubem otrzymali pamiątkowe albumy z fotorelacjami z meczów ostrowskiej drużyny. Nie zabrakło również dyskusji o kolejnym sezonie, w którym nową propozycją dla sponsorów ma być powołanie do życia Klubu Biznesu przy TŻ Ostrovii, o czym napiszemy już wkrótce.

A oto podsumowanie sezonu przygotowane przez Telewizję Proart:

I jeszcze podsumowanie „na wesoło” :

„Chcemy trzymać wysoki poziom i się rozwijać” – rozmowa z Mariuszem Staszewskim

„Chcemy trzymać wysoki poziom i się rozwijać” – rozmowa z Mariuszem Staszewskim

Bez kategorii Z naszego klubu

O debiutach, o szkółce, o ambicjach i planach na przyszły rok. Prezentujemy wywiad, jakiego trener Mariusz Staszewski udzielił portalowi Tuba Ostrowa.

 

Tuba Ostrowa: Mimo ładnej pogody kończycie już treningi na torze?

Mariusz Staszewski: Raczej tak. Trwa remont stadionu i na najbliższe dni zaplanowano jakieś prace z żywicą, więc nie bardzo można kurzyć. Później już z pogodą może być ciężko, a tor trzeba jeszcze przygotować na zimę, ściągnąć równiarkę, więc z jeżdżeniem na torze musimy kończyć.

T.O.: Rozumiem, że na obecnym etapie na torze trenują już tylko szkółkowicze?

M.S.: Tak. Większość zawodników zakończyła sezon, więc jazdy na torze nie potrzebują. Pojawiają się jeszcze zawodnicy, nie tylko Ostrovii, którzy mają w planach jakieś zawody, ale regularnie jeżdżą tylko szkółkowicze.

T.O.: A jaki jest plan dalszych treningów?

M.S.: Przesiądziemy się na bike’i, a niedługo rozpoczniemy już przygotowania zimowe w hali.

T.O.: Jeśli o szkółce mowa, a jest to oczko w głowie klubu. Jaki jest obecnie jej stan posiadania?

M.S.: Obecnie mamy pięciu adeptów. Przez cały sezon była rotacja, w pewnym momencie było nas nawet 11, ale to jest naturalne zjawisko. W trakcie treningów to się samo koryguje, jedni robią postępy, innym idzie trudniej i po jakimś czasie rezygnują.

T.O.: A kiedy doczekamy się pierwszych licencji?

M.S.: Ciężko nam będzie wystawić kogoś do licencji w przyszłym roku, bo co prawda chłopaków gotowych do jazdy byśmy mieli, ale nie będą oni mieli skończonych 15 lat. W tym roku jeden z adeptów zdał licencję na „250”. Mamy niestety problem z tym rocznikiem, który będzie mógł podejść do licencji w przyszłym roku. Nie mniej cała piątka rzetelnie trenuje i gdy tylko wiek im pozwoli, będą gotowi na zdanie licencji.

T.O.: Jak zatem wyglądać będzie formacja juniorska Ostrovii w przyszłym sezonie?

M.S.: Na chwilę obecną dysponujemy jedynie Maksem Bogdanowiczem. Nasi chłopacy będą gotowi do jazdy w lidze za jakieś dwa trzy sezony, więc nadal będziemy musieli podpierać się gośćmi i wypożyczeniami. Jestem już po słowie z Gorzowem i najprawdopodobniej ci chłopacy którzy byli u nas w tym sezonie, jeżeli tylko będziemy zainteresowani, będą mogli u nas jeździć na zasadzie wypożyczenia lub też na zasadzie gościa. Zobaczymy jeszcze w jaki sposób będą to regulowały przepisy.

T.O.: A jak pan ocenia postawę juniorów w tym sezonie?

M.S.: Na tle drugiej ligi chłopacy wypadli w miarę dobrze. Zbierali doświadczenie i to było widać. Były mecze bardziej udane były mniej udane Ale na tle rywali drugoligowych wypadliśmy całkiem pozytywnie.

T.O.: Znalazł się jednak junior, który trochę w lidze zamieszał…

M.S.: No tak, ale Oskar Bober to Ekstraliga. Faktycznie trochę nam popsuł półfinał, bo wyrwał nam punkty, których zabrakło do awansu.

T.O.: Co myślał pan po tym ostatnim meczu w Lublinie?

M.S.: Było rozgoryczenie. Pewnie gdyby nas „zbili” w tym Lublinie tak jak za pierwszym razem, to by wielkiego żalu nie było, a tymczasem pojechaliśmy czterema juniorami w składzie i otarliśmy się o finał. Szkoda. Aczkolwiek myślę, że na papierze wyglądaliśmy na trzecią siłę II ligi i na tym miejscu sezon zakończyliśmy. Po cichu liczyłem, że każdy będzie w troszkę lepszej dyspozycji i uda się troszeczkę więcej wyjechać, ale to już za nami.

T.O.: Wszyscy ostrowscy seniorzy w tym sezonie mieli mecze lepsze i gorsze. Jaka była tego przyczyna?

M.S.: Ciężko powiedzieć o jednej przyczynie. Jeśli chodzi o „jazdę w kratkę” to najbardziej widoczna była u Patryka (Dolnego – przyp. red.) i faktycznie ciężko było przewidzieć, czy zrobi w meczu 12 czy 6 punktów. „Brzoza” (Kamil Brzozowski) miał słabszy początek, ale potem było coraz lepiej. Łukasz (Sówka) wiadomo, że dobre występy u siebie przeplata słabymi wyjazdami. No i Zbychu (Suchecki), któremu po prostu ten sezon nie wyszedł, a na koniec jeszcze złapał kontuzję i wiem, że najbardziej on sam jest niezadowolony z tego sezonu.

T.O.: Nie można nie zapytać o seniorskie przymiarki pod przyszły sezon…

M.S.: Na razie musimy zamknąć ten sezon, później będziemy zatrudniać na kolejny. Zasadniczo jesteśmy zainteresowani tymi chłopakami, którzy u nas byli. Aczkolwiek jeśli zmienią się przypisy tak jak to jest zapowiadane, to gdybyśmy chcieli wzmocnić kadrę seniorską jakimś większym nazwiskiem, to wtedy wiadomo, że wszystkich nie zatrudnimy, bo nie będzie dla wszystkich miejsca. Nie jest sztuką nazbierać zawodników po to żeby siedzieli w parkingu, bo nie służy to ani rozwojowi zawodnika, ani atmosferze w klubie.

T.O.: A co z obcokrajowcami?

M.S.: Cóż. Możemy zatrudnić naprawdę dobrych zawodników, jest tylko jedno „ale” – trzeba dysponować dużo wyższym budżetem. Z jednej strony są więc moje życzenia, ale patrzeć też musimy na co nas będzie stać.

T.O.: Sporo problemów w tym sezonie wynikało z kolizji terminów Sama Mastersa.

M.S.: Wiem, że w przyszłym roku Sam zamierza zrezygnować z drugiej ligi angielskiej, tak więc byłby dostępny praktycznie w stu procentach.

T.O.: Często w tym sezonie dokonywał pan zmian w układzie par Ostrovii. Z czego to wynikało?

M.S.: Raczej były to zmiany wymuszone. Teoretycznie liderem drużyny były Sam Masters, więc wystawiany był na „piątkę”. Jeśli jednak w całym sezonie siedem razy był w składzie, a siedem razy nie, to automatycznie na lidera wystawiany był drugi w kolejce i stąd ta rotacja w pozostałych parach.

T.O.: Przyszły sezon będzie chyba trudniejszy, ponieważ pojawi się presja, przynajmniej ze strony kibiców, na awans.

M.S.: Po to jeździmy by się rozwijać, więc tą presję, taką największą, to my sami sobie narzucamy. Mam tu na myśli sportowców. To my sami chcemy trzymać wysoki poziom i zawodnicy wiedzą, że jeszcze ten jeden rok można w drugiej lidze być, ale jeśli na dłużej się tu zadomowić, to będzie później ciężko się z tego wydostać. Ambicje na pewno u każdego z nas są większe i nie potrzebujemy presji ze strony zarządu czy kibiców, ponieważ sami sobie ją narzucamy i po prostu chcemy z tej drugiej ligi iść wyżej.

T.O.: Z pewnością chodzi wam po głowie kwestia wzmocnienia zespołu. Czy myśli te krążą wokół krajowego lidera, czy też raczej obcokrajowca?

M.S.: Wracamy do kwestii budżetu. Chcielibyśmy mieć lidera z prawdziwego zdarzenia zarówno w formacji obcokrajowców, jak i krajowego lidera na te 12 punktów. A co z tego wyjdzie to zobaczymy. Już niedługo odbędzie się podsumowanie sezonu i spotkanie ze sponsorami może więc zacznie się coś klarować.

T.O.: A czy można już coś powiedzieć o układzie sił w lidze na przyszły sezon?

M.S.: Na dzisiaj nic praktycznie nie wiadomo. Z drugiej ligi dwie najbogatsze drużyny awansowały, ale pojawi się Rzeszów, który pewnie będzie chciał bardzo szybko wrócić wyżej. Z tego co słyszymy Opole bardzo mocno się zbroi. Tak więc zobaczymy. Na pewno w drugiej lidze będzie ciekawie.

T.O.: Był to debiutancki sezon tej drużyny i klubu, ale i debiutancki sezon pana w roli trenera. Jak pan ten debiut ocenia?

M.S.: (Śmiech) Nie będę się oceniał, niech ocenią mnie kibice i pracodawca czyli zarząd klubu. Jakaś satysfakcja jest, szczególnie z pracy z tymi najmłodszymi chłopakami, bo ich postępy widać w oczach. Jeśli chodzi o pierwszy zespół to starałem się robić co można żeby wynik był jak najlepszy, ale ocena należy do kogo innego.

T.O.: Zawodnicy mówią, że z pasowało im że mają do czynienia z praktykiem.

M.S.: Ze strony zawodników na pewno tak jest, bo ciężko jest zawodnikowi słuchać szkoleniowca, który nie liznął jazdy, bo wtedy tak naprawdę nie do końca wie o czym mówi. Ja w swojej karierze zawodniczej też tak miałem, że dużo lepiej mi się rozmawiało i pracowało z kimś, jeśli wiedziałem, że on wie o czym ja mówię.

T.O.: Zawodnicy podkreślali też dobry klimat wokół zespołu Ostrovii.

M.S.: Tak, atmosfera jest, ale wiadomo że atmosferę nakręca wynik drużyny. Jeśli wynik jest dobry, to jest atmosfera. Sama z siebie robi się niedobra jeśli wynik jest poniżej oczekiwań. Wtedy zaiskrzy tu, zaiskrzy tam i robi się źle. Największym czynnikiem budującym atmosferę: w klubie, wokół klubu, w drużynie jest wynik drużyny.

T.O.: Przejście z motocykla na ławkę trenerską było u pana dosyć szybkie.

M.S.: No tak w 2015 odjechałem ostatnie zawody, w 2016 pojawiłem się jako trener. I całe szczęście, że nie przyszedłem na drugą stronę bramki (śmiech). Mój koniec kariery był wymuszony kontuzją więc wiadomo było, że nie ma powrotu na tamtą stronę, był więc mus i koniec.

T.O.: To czego w takim razie trener Ostrovii życzyłby sobie na przyszły sezon?

M.S.: Tak mniej więcej dwa razy wyższego budżetu (śmiech). To by nam znacznie ułatwiło awanse i wszystkie inne rzeczy.

T.O.: Dziękuję za rozmowę.

M.S.: Ja również.

Ostrovia to dobrze poukładany klub – rozmowa z Patrykiem Dolnym

Ostrovia to dobrze poukładany klub – rozmowa z Patrykiem Dolnym

Bez kategorii Z naszego klubu

24-letni wychowanek Polonii Piła po trzech sezonach spędzonych we Wrocławiu powrócił do Piły, by rok temu podjąć ryzyko przejścia do debiutującej w II lidze Ostrovii. Był bohaterem meczu półfinałowego w Lublinie, przegranego przez Ostrovię  43:47, w którym to wspólnie z Kamilem Brzozowskim do ostatniego biegu „trzymali w niepewności” faworyzowanych lublinian.

Poniżej prezentujemy wywiad jakiego udzielił portalowi Tuba Ostrowa: 

Tuba Ostrowa: Jak się czuje zawodnik po najlepszym meczu w sezonie, po którym jego drużyna odpada z dalszej rywalizacji ?

Patryk Dolny: Z jednej strony bardzo się z moim team’em cieszyliśmy z tego, że zakończyliśmy sezon dobrym wynikiem, bo to daje zawsze kopa do przodu. Była więc radość, że dobrze poszło, że cało i zdrowo zakończyliśmy sezon bez żadnych zgrzytów i perturbacji. Jednak z drugiej strony dużo bardziej było żal tej minimalnej porażki, bo jak wiadomo nikt nie lubi przegrywać. No, ale teraz nie ma już co o tym myśleć. Wyciągamy wnioski i działamy pod kątem przyszłego sezonu. W moich szeregach, jak zdążyłeś zauważyć, praca wre (uśmiech).

TO: No właśnie. Przygotowałeś ofertę marketingową dla sponsorów, od dawna starasz się w ten sposób pozyskiwać firmy do współpracy?

PD: Będąc już we Wrocławiu miałem takie zamysły, aby właśnie w ten sposób podejść do współpracy ze sponsorami, ale pierwszą prawdziwą ofertę udało mi się przygotować dopiero w 2015 roku. Dzięki temu zawsze jest większa możliwość pozyskania sponsora, no i przede wszystkim jest to  bardziej profesjonalne, a do profesjonalizmu  przywiązuję dużą wagę. Źle bym się czuł gdybym miał pójść do potencjalnego sponsora na rozmowę z pustymi rękoma.

TO: Wróćmy jeszcze na chwilę do półfinałów. Wcześniejsze mecze z Lublinem, zarówno ten wyjazdowy (4 pkt), jak i obydwa u siebie (8 i 5 pkt) nie wyszły ci najlepiej. Czy musiałeś mocno przekonywać trenera by wystawił cię do składu na ten decydujący mecz sezonu?

PD: Wcale tego nie robiłem. Mariusz to świetny fachowiec, zna się na rzeczy, ma dobre podejście do sportu, do nas. Tworzymy z całą naszą drużyną pozytywny, przyciągający klimat. Wydaje mi się, że po prostu trener zna moje możliwości i wierzył we mnie do końca, za co bardzo mu dziękuję, za to zaufanie do ostatniego biegu! Moje wyniki pod koniec sezonu rzeczywiście były, powiedzmy szczerze, mizerne. Nie mogłem znaleźć optymalnej prędkości, to również wpływało na mój komfort jazdy na motocyklu i dyspozycję, ale nie poddawałem się i do końca wierzyłem, że mogę coś jeszcze ugrać. W Lublinie to się udało, ale niestety zabrakło punktów w pierwszym meczu u siebie.

TO: Niedosyt zatem po tym sezonie pozostał?

PD: Oczywiście, że tak. Brakowało nam powtarzalności i przez to zakończyliśmy na trzecim miejscu. Będziemy mimo wszystko pracować na to, by osiągnąć awans w przyszłym sezonie. Może właśnie tak miało być. Historia pokazywała już niejednokrotnie, że „szybkie” awanse różnie się kończyły.

TO: Kamil Brzozowski mówił, że problemem Ostrovii w tym sezonie była nierówna forma praktycznie każdego z was. Jak oceniasz, co było tego przyczyną?

PD: Wiesz, co… Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Jest to oczywiście prawda, co mówił Kamil. Sam też o tym wspominałem jakiś czas temu. Nierówna forma nas samych, ale również dyspozycja sprzętowa. Na wynik końcowy składa się mnóstwo, czasami drobnych elementów. Obecnie na prawdę ciężko jest zapierniczać mecz w mecz po dwucyfrówki, choć nie jest to niemożliwe. Na pewno będziemy do tego dążyć!

TO: Mówisz o sobie, że „jesteś z lasu”. Nadal mieszkasz w leśniczówce?

PD: (Śmiech) Tak, mieszkam w leśniczówce. Mój dziadek był leśnikiem i myśliwym, tata jest w dalszym ciągu, ja także mam tytuł leśnika i gdyby nie żużel, być może kontynuowałbym tą tradycję rodzinną. Wybrałem jednak sport. Na szczęście ani dziadek, ani tata nigdy nie mieli do mnie o to pretensji, wręcz przeciwnie. Bardzo mnie wspierali pod każdym względem, jak zresztą cala rodzina.

TO: Pewnie śledzisz wyniki swojego macierzystego klubu Polonii Piła. Tam również pozostał niedosyt po tym sezonie.

PD: Oczywiście, że śledzę. Miałem nawet okazję być na kilku meczach w tym sezonie i dopingować chłopaków z Piły. Z pewnością i tam jest niedosyt, ale też nie można mieć wszystkiego od razu. Co nie teraz, to może za rok… Taki jest sport.

TO: Promujesz się hasztagiem „515”, doszukałem się co on oznacza, ale początkowo myślałem, że może ma symbolizować „5 startów 15 punktów”…

PD: A widzisz, coś w tym jest. Sam również często tak o tym myślę i jest to jakiś dodatkowy motor napędowy (uśmiech). Jest to oczywiście mój numer licencji, jak większości zawodników, którzy mają przypisany numer startowy. Poza tym zauważyłem wybierając ten numer, że te piątki i jedynki często mi towarzyszą, nie tylko przy żużlu.

TO: Jakie firmy współpracowały z tobą w tym sezonie?

PD: Bardzo dziękuję  firmom Radpol, Betard, Elso, Lidex, MDM Komputery, Neron/MIK, Petronova, Vixon i Płomyk  za zaufanie, współpracę i przede wszystkim za okazaną pomoc, bo dzięki nim mogłem się dobrze przygotować do tego sezonu.

TO: Ale wybór przed tym sezonem całkiem nowego klubu i do tego startującego w II lidze był krokiem dość ryzykownym. Jak dzisiaj oceniasz tą decyzję?

PD: Pozytywnie. Może i wróciłem znowu do II ligi, ale wcale tego nie żałuję i nie będę mówił, że zrobiłem krok w tył, bo tak nie było. Czuję, że cały czas idę do przodu. Może małymi kroczkami, ale ważne, że jest postęp. Trzeba pracować i lepsze wyniki w końcu przyjdą. Nieustannie kieruję się tą zasadą. Przyjdzie i nasz czas, kiedy będziemy mogli się szczycić awansem. Tego sobie i mojej drużynie życzę na przyszły sezon.

TO: Czyli podobnie jak Kamil Brzozowski chciałbyś jeździć w zespole, który w przyszłym roku awansuje do I ligi…

PD: Oczywiście! Taki jest nasz cel i w dalszym ciągu chcę być częścią tej drużyny. Póki, co chęć współpracy jest z obu stron, co również dla mnie jest ważne. Ostrovia to bardzo dobrze poukładany klub i mam nadzieje, że będziemy razem również w przyszłym sezonie.

TO: Życzę zatem udanych rozmów z potencjalnymi sponsorami i aby przygotowania do kolejnego sezonu poszły jeszcze lepiej!

PD: Dziękuję. Przy okazji pozdrawiam wszystkich ostrowskich kibiców, dziękując za obecność na stadionie i dopingowanie przez cały sezon!

 

W imieniu żużlowca zachęcamy firmy do zapoznania się z jego ofertą sponsorską. Można ją otrzymać pisząc na adres mailowy: pdr515@wp.pl

Zapraszamy również na Facebook’a: „Patryk Dolny #515”.

Cały czas czuję się młodo

Cały czas czuję się młodo

Bez kategorii Z naszego klubu

Kamil Brzozowski. Po dwóch latach wrócił do Ostrowa by szukać formy z 2014 roku i został krajowym liderem drużyny, która do ostatniego biegu walczyła o awans do finału II ligi. O liczbach, pamiętnym meczu w Lublinie i planach na przyszły sezon w rozmowie z Tubą Ostrowa.

 

Tuba Ostrowa: Czy przywiązujesz wagę do liczb, cyfr, statystyk?

Kamil Brzozowski: Przyznam, że w ostatnim czasie sprawdzam tylko swoje średnie biegowe…

TO: Pytam nie bez powodu bo właśnie minął 15 sezon twoich startów na żużlu, tego chyba się do liczyłeś?

KB: (Uśmiech) Tego nie musiałem liczyć, bo wszyscy mi o tym przypominają, ale ja się czuję jakby to był piąty czy szósty sezon i nie czuję jakbym jeździł już tyle lat. Cały czas czuję się młodo.

TO: W tym roku też skończyłeś 30 lat, czyli połowę życia spędziłeś na żużlowych stadionach. Masz czas na coś poza żużlem?

KB: Uwielbiam jeździć na motocrossie, teraz weszła moda na te małe pitbike’i więc też „złapałem na to zajawkę” mamy z chłopakami swój tor i kiedy tylko jest wolny dzień, to się zbieramy i jedziemy trochę pośmigać.

TO: Czyli cały czas dwa kółka…

KB: Tak, choć na crossie trochę w lewo, trochę w prawo, więc jest odmiana (śmiech).

TO: W swojej karierze miałeś okazję startować w kilku klubach. Czy to jest efekt tego, że lubisz zmiany czy też tak się po prostu potoczyła twoja kariera.

KB. Właściwie za bardzo to tych zmian nie lubię. Zawsze staram się przywiązywać do klubu, do środowiska, w którym jestem i zrobić coś więcej niż tylko pojeździć jeden sezon. Nowe otoczenie, nowi ludzie, to wszystko trzeba poznawać i zanim cała ta atmosfera zatrybi, to praktycznie mija cały sezon. Tak się moja kariera potoczyła, że kilka razy zmieniałem kluby, aczkolwiek w Grudziądzu przejeździłem pięć lat i nawet się tam przeprowadziłem.

TO: Rok temu mówiłeś wywiadzie, że wracasz do Ostrowa w poszukiwaniu tego co było w roku 2014 na ile to się udało?

KB: Można powiedzieć, że obydwa te sezony było podobne. I w 2014 i teraz im dłużej sezon trwał tym lepiej mi się jeździło. Udało mi się dogadać ze sprzętem, coraz pewniej czułem się na motorze i można powiedzieć, że osiągnąłem w tym roku to samo co wtedy. Aczkolwiek apetyt rośnie w miarę jedzenia i w pewnym momencie chciało się jeszcze więcej. Szkoda, że sezon tak się skończył. Ta porażka nieduża z Lublinem cały czas gdzieś siedzi z tyłu głowy, cały czas jeszcze analizuję co można było zrobić żeby odrobić te kilka punktów i jechać w finale z Gnieznem. Ale z drugiej strony, życie pokazuje co to jest sport. Przed tym ostatnim meczem większość spisywała nas na straty, pamiętam jak dwa dni przed meczem docierały do nas głosy, że z „30” nie wyjdziemy, a tu taki psikus zrobiliśmy. Zostawiliśmy serce na tym torze. Ten mecz podobał mi się od środka. W parkingu byliśmy jedną wielką rodziną i nikt nie patrzył co komu nie wyszło, ale wszyscy sobie pomagaliśmy. To był naprawdę duży plus!

TO: Marcel Studziński mówił, że nie było w tym meczu parcia na wynik, że chcieliście po prostu pokazać się z jak najlepszej strony.

KB: Presji nie było, ale każdy jedzie po to żeby wygrywać i po to tam pojechaliśmy. Cały czas wierzyłem, że nam się uda. Pewnie gdyby był z nami Sam Masters to ten mecz potoczyłyby się inaczej i bylibyśmy w finale. Faktycznie ciśnienia ze strony zarządu nie było, a wręcz każdy nas jakoś wspierał na zasadzie „pokażcie się, że jesteście fajną drużyną, dobrą drużyną” i to nam się chyba udało.

TO: Kwietniowy mecz w Lublinie ci nie wyszedł, zdobyłeś tylko pięć punktów. Czy nie miałeś obaw, że może się to powtórzyć w półfinale?

KB: Ten pierwszy mecz w Lublinie trochę źle się zaczął. W drugim starcie najpierw prowadziłem, ale Zbyszek (Suchecki) się przewrócił i była powtórka. Później wyszliśmy na 5:1, ale zrobiłem mały błąd, Maciej Kuciapa trochę przedłużył prostą i w efekcie skasowałem motocykl, który był moim „numerem 1”. Przesiadłem się na drugi, który mówiąc po żużlowemu „nie żarł tak jak powinien”. A na półfinał jechałem do Lublina po to żeby powalczyć. Nie za bardzo lubię twarde tory, a tam tor był przyczepny i jakoś to w miarę wszystko zagrało, że jakieś punkty zrobiłem (11+4 w sześciu startach – przyp. red.). Choć nie ustrzegłem się też błędów, bo doliczyłem się, że mogło być nawet dwa – trzy punkciki więcej.

TO: Każdy z was pewnie te brakujące punkciki u siebie by znalazł…

KB: Pewnie tak, ale też trzeba jasno powiedzieć, że wygrywa cała drużyna i przegrywa cała drużyna, więc nie ma tak, że ktoś „dał ciała”. Pojechaliśmy tam wszyscy razem żeby wygrać ten mecz i wszyscy razem nie wygraliśmy tylko przegraliśmy.

TO: Kończąc wątek lubelski, były takie opinie, że zespół który przegra finał wcale nie stoi na straconej pozycji w konfrontacji z Rzeszowem. Jak oceniasz szanse Lublina przed barażami? (rozmowę przeprowadzono w sobotę 29.09)

KB: Trochę niesprawiedliwy jest regulamin ponieważ Lublin jechać musi na zasadach drugiej ligi, a Rzeszów na zasadach pierwszej, a różnica dotyczy liczby Polaków i obcokrajowców w składzie. Choć nie do końca wiadomo jakim składem pojedzie Rzeszów, to i tak Lublin wcale nie jest na straconej pozycji, bo przepaści między pierwszą a drugą ligą nie ma.

TO: A czy przed sezonem nie miałeś obaw przed „zesłaniem” do drugiej ligi?

KB: O poziomie drugiej ligi przekonałem się już jak przechodziłem z Torunia do Ostrowa w 2014 roku. Myślałem wtedy, że druga liga to powinien być spacerek, że będzie łatwiej. Pierwsze mecze otworzyły mi oczy, że aż się wystraszyłem, jak ci zawodnicy jadą. Tu każdy ma dobry sprzęt, każdy też stara się jak najlepiej przygotować do zawodów i nie ma jakiejś przepaści. Tak jak mówię, przekonałem się, że druga liga to wcale nie jest łatwy chleb i trzeba się sporo nagimnastykować by przywieźć punkty.

TO: Zakończyłeś sezon ze średnią biegową blisko 2 punktów. Byłeś krajowym liderem Ostrovii, taki był plan przed sezonem?

KB: Zakładałem sobie przed sezonem żeby zrobić średnią powyżej dwóch punktów i to się nie udało. Nie jestem do końca z tego zadowolony. Początek sezonu jakoś zawsze mam taki ciężki, choć teraz jak usiedliśmy z chłopakami i porozmawialiśmy to chyba wiem już mniej więcej gdzie jest błąd, który powtarzałem od dwóch, trzech lat. Co roku wierzyłem, że tuner z zagranicy przygotuje mi sprzęt na światowym poziomie, tymczasem okazuje się, że polscy mechanicy lepiej się przykładają do nas, zawodników z pierwszej i drugiej ligi. Będę więc chciał bazować od początku sezonu na tym samym sprzęcie, na którym zakończyłem obecny. Być może wejdą jakieś nowinki, jakieś nowe części i może to też nie zatrybić jak powinno, ale generalnie myślę że taki kierunek będzie dobry.

TO: Jak ci się współpracowało z trenerem Mariuszem Staszewskim?

KB: Mariusz Staszewski to taki prawie jeżdżący trener, jako że niedawno zszedł z motoru. Dzięki temu może dużo doradzić i pomóc w kwestii ustawień motocykla. To jest tak, że ten kto patrzy z boku często widzi więcej niż zawodnik, który ściga się na torze. Wiadomo, że ja w danym biegu skupiam się żeby kogoś dogonić albo uciekać i nie analizuję czy mój motocykl jest za mocny, czy za słaby. A trener, który jeździł i był bardzo dobrym zawodnikiem doskonale widzi i czuje co można zmienić. Nie ukrywam, że bardzo mi pomógł z dopasowaniem się na ostrowski tor, bo ja tu troszeczkę błądziłem. Jeździłem za nisko potem zaczęliśmy jeździć trochę wyżej i tak się jakoś dałem przekonać, że może tak będzie lepiej. Okazało się, że trener miał rację. Mariusz Staszewski to nasz duży plus, pomaga nam wszystkim, potrafi podejść doradzić. Ma pojęcie o tym sporcie, a my mamy do niego zaufanie.

TO: Mówiłeś o duchu zespołu w Lublinie. Czy w sezonie macie okazję by się spotykać, czy też widzicie się dopiero w parkingu przed meczem?

KB. Przed każdym meczem mamy wspólne treningi. Przeważnie większość chłopaków wraca potem do domów, ja jednak wolałem zostawać w Ostrowie. Czy treningi były w czwartek, czy w piątek, to do meczu ligowego przebywałem tutaj, nawet jeśli był to mecz na wyjeździe. Tak jak mówiłem przywiązuję się do miejsc i do ludzi, mam tu znajomych. Zamiast wracać do domu, tam przygotowywać motocykle lub siedzieć i myśleć cały czas o meczu, wolę być tutaj. Czy to z mechanikiem, czy z trenerem, czy z prezesami, razem zjeść obiad, czy jakiegoś grilla zrobić, posiedzieć, porozmawiać o tym co zrobić jak zrobić, żeby wszystko zagrało. Ja też zawsze w dzień przed meczem wcześniej kładę się do łóżka i przed snem kalkuluję całe zawody i każdy bieg po kolei w głowie jadę. Prezesi Radek (Strzelczyk) i Waldek (Górski) zawsze się śmieją pytając czy udało mi się przyjechać cały mecz, a ja zawsze odpowiadałem, że tylko do trzeciego startu dojechałem, a potem zasnąłem (śmiech).

TO: Wiemy, że na oficjalne rozmowy o przyszłym sezonie jest jeszcze za wcześnie, ale pewnie masz już w głowie plany na przyszły rok?

KB: Ostrowski klub stawiam na pierwszym miejscu, bo chciałbym zostać w Ostrowie. Skoro ma być ten cel na przyszły roku w postaci awansu do pierwszej ligi, to chciałbym być częścią tej drużyny. Myślę, że uda się awansować, więc chciałbym tu zostać.

TO: A czego w takim razie zabrakło temu zespołowi, żeby w tym roku skutecznie włączyć się do walki o pierwszą ligę?

KB: Wydaje mi się, że nie mieliśmy złego składu w tym roku. Sporo zajętych terminów miał Sam Masters. Zbyszek (Suchecki) na początku sezonu jechał bardzo dobrze, potem niestety się pogubił. Generalnie zabrakło chyba tej równej formy u wszystkich, bo gdy ktoś zrobił w meczu 12 punktów, to za chwilę robił 3-4 punkty, więc głównie chyba tego zabrakło. Gdyby wszyscy pojechali na swoim poziomie to zdobylibyśmy ten awans już w tym roku.

TO: Wiem, że wykorzystujesz pobyt w Ostrowie na spotkania i podziękowania dla sponsorów, kto cię wspierał w tym sezonie?

KB: Tu na miejscu przede wszystkim firmy Danken i Płomyk. Wspierają mnie również firmy Gloss z okolic Leszna i Instalemt z Grudziądza. Kilku tych sponsorów mam i bardzo im dziękuję za pomoc. Jestem im bardzo wdzięczny, bo w dużej mierze dzięki nim w tym sezonie się pozbierałem i zrobiłem taki wynik jaki zrobiłem. Dużo pomagał mi też mój przyjaciel Dawid Kownacki, czy to w poszukiwaniu sponsorów, czy tez wspierał mentalnie, zawsze mogłem na niego liczyć.

TO: Chciałbyś na koniec przekazać coś kibicom?

KB: Kibiców chcę gorąco pozdrowić i podziękować za cały ten sezon, za to że byli z nami, szczególnie w tej najważniejszej części sezonu w meczu z Gnieznem, czy też w play-off. Widać było na trybunach, że jest dla kogo się ścigać, że jest tutaj głód żużla. Kibice super nas wspierali, jeździli na mecze wyjazdowe. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie podobnie a nawet jeszcze lepiej i że razem z kibicami zrobimy ten awans!